niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 5

*tydzień później*
-Beznadzieja. Znowu dzieje się ze mną to samo. Dalej te zjawy, te obce mi twarze i krew na mojej ścianie co rano. Co to do cholery jest i co się ze mną dzieje?!-Pytałem sam siebie wierząc jak małe dziecko, że odpowiedziedź sama spadnie mi z nieba. To było chore, a co dopiero to co zdarzyło się wczoraj...
*sobota wieczorem*
-No to jak chłopaki? Kiedy pierwsza próba ? Przez ostatnie kilka dni napisałem spoko tekst i myślę, że może nam się przydać.- powiedziałem entuzjastycznie.
-Ahh. Michael i ta jego wena. To co tam napisałeś? Znowu coś o tej swojej bogini ?- odpowiedział drwiąco Luke.
-Stary nie mam teraz ochoty na rozmowę, o niej.- nie powiedziałem JEJ imienia, bo wiedziałem, że przypomni mi się niemiły gość i nasza nieszczęsna rozmowa.
- Koleś! Co z tobą?! Cały czas się nad sobą rozczulasz zamiast ruszyć dupe i wyrwać tą laskę. Gdzie się podział nasz słodki podrywacz?- zapytał Ash a mój "prześladowca" znów staną przed moimi oczyma i drwiąco spojrzal mi prosto w oczy "Witaj, znów się widzimy." - powiedział śmiejąc się głośno.
Ja natomiast bez słowa odszedłem do domu. Położyłem się spać, a to co zobaczyłem na moim biurku po przebudzeniu zmroziło moje kończyny. Podszedłem bliżej, aby zobaczyć ciało. Był to rozszarpany kot. Na blacie było pęłno krwi, a obok leżał nóż. Myślałem, że albo oszalałem, albo mi się przywidziało. Jednak to nie byl wytwór wyobraźni. Szybko posprzątałem biednego zwierzaka i "kolega" był już obok.
-Nie wiem kim jesteś i nie obchodzi mnie to. Nie masz co robić tylko tak sobie tutaj stać?!- powiedziałem wściekły.
- Synu z kim rozmawiasz?- usłyszałem głos mamy, a potem zobaczyłem, że staje w drzwiach.
-eemm. Z nikim mamo nie musze ci się już ze wszystkiego tłumaczyć.
- Przecież słyszałam, że się z kimś kłuciłeś. Co się dzieje?- "Cała mama" pomyślałem. Zawsze nadopiekuńcza. 
Odwróciłem się a jego już nie było. Zupełnie jakby rozpłyną się w powietrzu.
- Mamo muszę wyjść- chwyciłem telefon kluczyki i ruszyłem na zewnątrz.- Cześć- krzyknąłem w drodze.
Postanowiłem pojechać do NIEJ. Znaczy do Zayn'a bo przecież tam teraz mieszka. Kiedy dotarłem na miejsce zobaczyłem samochód jej "księcia" i postanowiłem zrezygnować. Usłyszałem krzyki i to sprowokowało mnie do sprawdzenia sytuacji. Zobaczyłem co się dzieje i natychmiast chciałem zareagować. Jednak nie skończyło się to dla mnie dobrze, bo znów wylądowałem w szpitalu. Na miejscu dowiedziałem się, że zostałem pobity i Zayn mnie znalazł. Wiedziałem kto to zrobił. Nic jednak nie powiedziałem, nie chciałem się w to wszystko mieszać. Obraz znów się pojawił, a na ścianie sali pisało: "Nigdy się nie poddam. Pozdrawiam. Wiesz kim jestem." No właśnie w tym problem, że wiem.
*teraz*
Zacząłem miewać coraz dziwniejsze sny w których poluje w lesie na dzikie zwierzęta, ale to zaczyna mi nie wystarczać i posówam się dalej. Chociaż ostatnio liczba ofiar znalezionych się zwiększyła a ja miałem już dość tej powalonej zabawy...
Mam nadzieję, że wam się podoba. Pierwszy raz pisałam na tel więc proszę wybaczcie mi moje błędy. A tak apropo to chcecie żeby zespół się rozwiną a Michael był z Mayą? piszcie w kom

czwartek, 1 stycznia 2015

rozdział 4

-Słucham
-Ja... ja cię naprawdę lubię... nawet bardzo, ale to wszystko nie jest tak jak myślisz. Nie jest mi łatwo, ale nie miej mi tego za złe. Ta cała sytuacja jest zbyt niebezpieczna. To może się naprawdę źle skończyć. Ja nie mogę zostawić Zayn'a.
-Co mam do cholery zrozumieć ?! To, że mówisz mi, że mnie kochasz, ale nie możesz zostawić swojego kochasia? Chyba sobie ze mnie żartujesz. Wystawiasz moją miłość na próbę, którą nie jestem pewny, że przetrwa. Najlepiej byłoby gdybyś już sobie poszła.
-Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało.
-Ale zabrzmiało, więc teraz możesz sobie już pójść. Życzę ci szczęścia z tym całym Zayn'em
Mówiąc to nie czułem się dobrze, w głębi duszy bardzo ją kochałem i nigdy nie chciałem jej zranić. W tym momencie jednak zrozumiałem, że nasz związek nie ma najmniejszego sensu. Kie Maya wyszła z pokoju ja usiadłem przed komputerem i zacząłem słuchać muzyki. W pewnym momencie spostrzegłem w kącie moją starą, zakurzoną gitarę. Przypomniałem sobie moją, a właściwie naszą historię z zespołem, który niestety był niewypałem, ale ja pamiętałem z tego  same dobre chwile. Razem z chłoapakami szalałem na scenie i czerpałem z tego mega frajdę i sporo ekstra zabawy. Szczerze mówiąc tęskniłem trochę za tymi czasami kiedy nie obchodziło mnie nic. Wyobrażałem sobie siebie na scenie. Tylko ja i gitara. Według mnie ta para była idealna. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że chciałbym żeby znowu było jak dawniej. Napisałem do chłopaków sms'a: "Zespół czeka :)". Usiadłem na kanapie i odpłynąłem grając. Wtedy zapomniałem o wszystkich swoich problemach, o tym co się w ostatnich dniach wydarzyło. Miałem nadzieje, płonną, ale przynajmniej jakąś miałem, że to wszystko jeszcze wróci do normy i jeszcze kiedyś się poukłada. Może kiedyś tak będzie ale w każdym bądź razie jeszcze nie teraz. Skończyłem grę, bo usłyszałem dzwonek telefonu. Był to sms od Calum'a: "Ja jestem chętny." Oznaczało to, że mamy już 2/4 zespołu. Kiedy podniosłem głowę do góry zamurowało mnie... Zobaczyłem coś czego nie powinienem zobaczyć. Na mojej ścianie były dziwne plamy, przypominające plamy krwi, a tuż obok stała ciemna postać w kapturze.
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz ?- spytałem zdziwiony.
-To się jeszcze okaże kim jestem. Ty natomiast będziesz moją ofiarą. Pamiętaj, zgłaszając to komukolwiek nikt ci nie uwierzy.- powiedział- Ludzie nie wierzą w zjawy- dodał odchodząc.


troszkę krótki, ale chciałam dodać, bo przez szlaban nie będę mogła nic więcej przez dłuższy okres czasu napisać. Piszcie co myślicie :*